Monthly Archives: January 2015

ser

Krowy i woły bywają zwierzętami pociągowymi i ja pamiętam po wojnie takie kroniki filmowe, na których kobiety zaorują pole z krowami w zaprzęgu (brakowało i mężczyzn i “napędu”. Te kroniki były chyba z Ukrainy i Bukowiny).
Młodsza jak poszła do lekarza na 9.50, tak jej nie ma do tej pory. Na śmierć jej się nie ma, ale wygląda nieszczególnie.

Był okres, gdy nieźle zarabiałem. Daleko mi było do prezesów dużych spółek, ale nie musieliśmy oszczędzać. Jako miłośnik wina i dobrego jedzenia nieraz korciły jakieś szczególne rzeczy, jak wino za kilka tysięcy czy obiad w restauracji w Strasburgu z menu po 400 EUR. Jednak nigdy nie kupiłem butelki wina o cenie przekraczającej 600 zł (a i za 600 tylko na koszt firmy, który nie był kosztem uzyskania przychodu, ale łatwiej dał się strawić). Jakoś poczucie przyzwoitości przywodziło na myśl ludzi żyjących w nędzy. Z drugiej strony uważam, że nie można pod tym względem przesadzać i odrobina luksusu od czasu do czasu nie jest niczym zdrożnym.
Ostatni luksus w naszym domu objawił się na Sylwestra pod postacią homara.
Homara doceniłem, nie narzekam. Z wszystkich znanych mi skorupiaków najbardziej przypomina mi w smaku rodzimego raka, jakiego pamiętam z dzieciństwa jako częstego gościa na stole. Ale większość ekstra smakołyków, których miałem okazję próbować, raczej rozczarowała. Wyjątek może stanowi foie gras. Jest jednak mnóstwo skromnych cenowo smakołyków zdolnych do wywołania wielce pozytywnych wrażeń smakowych.
Miło mi, że Krystyna pozytywnie zaopiniowała moje uwagi o Idzie.
Do Kingston przekazuję tłumaczenie jako Czarny Baran, że za Blogiem tęsknię, ale nie jestem w stanie Go odwiedzać ze względu na absoluty brak czasu. Chodzę spać o 1 do 1:30, wstaję o 6:15. Niektórym to wystarcza, mnie nie. Do tego ostatnio w podstawowej mojej pracy mam front zajęć zapewniony non stop, nie muszę czekać z niczym aż inni się wyrobią.
Z zainteresowaniem przeczytałem rady Misia na temat placków ziemniaczanych. Przepadam za nimi, a nie wiedziałem, że powinienem mówić prozą czyli smażyć na smalcu. Naleśniki za to zawsze na patelni przetartej słoninką.

Fascynujące te “jagody krwawnika” ;)
Podolica to krowa rasy podolskiej zawleczona z Ukrainy przez wschodnich barbarzyńców (Hunów) na włoski półwysep (lub zaimportowana przez Rzymian z Krety), świetnie dostosowana do ubogich pastwisk kalabryjskich i apulijskich, nie gardząca świeżym liściem laurowym i ziołami południowej makii i garigu.
Z tej bardzo starej rasy wywodzi się większość współczesnych ras krów włoskich.
Podolica daje mało mleka (1300 kg/rok), krów jest mało (11,3 tys.) więc nie dziwota, że ser ma taką cenę. Może za to być przechowywany 5-6 lat.

Z tymi serami tak jest, jak z innymi, rzadkimi dobrami o dużej renomie – popyt winduje cenę, a podaż jest bardzo ograniczona. Są jeszcze przysmaki, do których nie dobrali się jak dotąd światowi snobi. Kiedyś tu pisałam, jak to Ryba z uczniami na płn. Kaukazie wytargowała (nie ona. Ona baba. Przewodnik wytargował) od pasterzy ser za kilogram cukru i jeszcze coś tam. Zdecydowanie najlepszy ser, jaki w życiu jedli. Bez nazwy, robiony tylko w tym rodzie, na własny użytek, nie do kupienia na rynku. W różnych punktach świata są przysmaki, o których się smakoszom nie śniło – nie wiedzą o nich.