Monthly Archives: April 2017

tabun

Najważniejsze jest żeby osoby LGBT miały możność pracowania, czy też żeby w pracy nie były dyskryminowane, albo w dostępie do usług publicznych tj. świadczonych przed państwowe podmioty prawa. Tutaj zakaz antydyskryminacyjny ma sens. Natomiast to czy drukarz wykona czy odmówi wykonania usługi, większego sensu nie ma, bowiem klient ma alternatywę. Może klient więc iść do drukarza geja lub transseksualisty, albo po prostu do kogoś tolerancyjnego. Mnie samego pewna fryzjerka odesłała do fryzjera geja w 2000r., gdyż poprosiłem o wyrównanie brwi nożyczkami. Dzisiaj taka usługa jest gratis, albo płaci się dodatkowo 5 zł. Niedawno czytałem jeden z wywiadów rzek z księdzem Janem Kaczkowskim pt Dasz radę, gdzie ksiądz mówi coś w tym sensie, iż zachowania seksualne osób LGBT, to jest stan wewnętrznego przymusu. Z tego punktu widzenia operując klauzulą sumienia można nie drukować banera dla osoby LGBT na tej zasadzie jak nie zachęca się lub zniechęca się do spożywania alkoholu osobę która ma problem alkoholowy. Z książek Kaczkowskiego w ogóle wyłania się szczególny pogląd kościoła katolickiego na problematykę seksualności i małżeństwa i można powiedzieć, że jest to pogląd mocno racjonalistyczny. Mieszkam niedaleko targów EXPO XXI gdzie m. in. regularnie odbywają się zarówno egzaminy na aplikacje radcowskie i adwokackie oraz egzaminy radcowskie i adwokackie. Niedawno był egzamin adwokacki w dwóch wielkich halach targowych. To jest ogromna powierzchnia. Co roku w tych zdaje bardzo wielu nowych adwokatów i radców prawnych. Nie przekłada się to jednak na lepszą sytuacje prawną obywateli, gdyż coraz większe tabuny adwokatów i radców prawnych nie walczą o klienta będącego osobą fizyczną, a nie przedsiębiorcą, lecz w zasadzie o dużych przedsiębiorców. Biznesowo to jest dla nich walka beznadziejna, bowiem ten rynek nie jest głęboki i nie przeznaczony do obsługi przez indywidualne kancelarie prawne. Korzystne byłoby więc dla Polski i naszego społeczeństwa dla demokracji i praworządności, gdyby jakakolwiek partia umieściła w swoim programie umieściła taki passus, że jak dojdziemy do władzy to spowodujemy, aby owi młodzi adwokaci i radcowie prawni nie byli skazani na marginalizację przez realia rynkowe, bowiem istnieje potrzeba wsparcia prawnego obywateli i małych firm, żeby każdy kto idzie do sądu mógł w miarę tanio w zakresie swoich zarobków i zarobków swojej firmy mógł korzystać z usług radcy prawnego i adwokata ale… pracującego w rozbudowanych strukturach korporacyjnych, tak aby mógł się specjalizować i jednocześnie korzystać z pracy dużego zespołu. Tego rodzaju podejście rządzących i opozycji najlepiej służąłoby demokracji i praworządności, bowiem to nie państwa, rządy lub sądy same z siebie mają bronić obywatela z urzędu, lecz on sam musi móc bronić swoich praw i wolności za pośrednictwem klimatyzacja do domu   wyspecjalizowanych fachowców. Tak tylko obywatele mogą uzyskać podmiotowość. Obok tego jest jeszcze drugi sposób walki o demokrację i praworządność zarezerwowany raczej dla opozycji oraz organizacji obywatelskich, czy związków zawodowych lub stowarzyszeń, albo tych co się porozumiewają choćby przez Facebooka polegający na przełamywaniu uprzywilejowanej pozycji grup interesu masowymi demonstracjami. W Polsce społeczeństwo jest zbyt bierne w walce o swoje prawa i wolności wobec tych grup interesu. Nie zdaje sobie sprawę że żaden rząd nic mu nie da, że prawa i wolności trzeba sobie wywalczyć w setkach milionów spraw osobiście, ale także czasami i z kamieniem w ręku na ulicy. A przecież w taki sposób doszło do zmian jakościowych w funkcjonowaniu zachodnich demokracji, które jeszcze w latach 60. były w gruncie rzeczy rządami mniejszości dominującymi nad większością. Dotyczy to mniejszości narodowych, rasowych, obcokrajowców, seksualnych, czy niżej płatnych pracowników, osób niepełnosprawnych etc. Tutaj oczywiście demonstracje opozycji wobec rządu są dobre i widać, że potrafią wpływać na rząd.

działanie

Drukarnia w której pracował wykonywała zlecenie dla pewnej dużej firmy, m.in. były to kalendarze, z paniami bardzo „skromnie” ubranymi. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że była to drukarnia… diecezjalna. Jak zachował by się drukarz-bohater z Pani historii? Może odnalazłby się w kościelnej manufakturze?
Mam wrażenie, że „klauzula sumienia” pełni rolę „młota na czarownice” – i ma tyle samo wspólnego z sumieniem – co tischnerowska „g…o prawda” z prawdą.Moim zdaniem, większość przypadków „poruszonych sumień” ma charakter „ofensywnej” manifestacji wyższości moralnej niż ochrony integralności własnych przekonań.Taka „wąska specjalizacja” sumienia(dotyczy spraw około seksualnych) wskazuje na czysto ideologiczne motywacje.

Po wyborach prezydenckich na jednej z restauracji w NYC czy DC nie pamietam, wlasciciel umiescil napis, ze nie bedzie obslugiwal tych ktorzy glosowali na Donalda. Krzyku nie bylo, ACLU was nowhere to be found. Ocean Grove (NJ-USA) dwie panienki chcialy wziac slub z widokiem na ocean w Boardwalk Pavilion nalezacy do Metodystow. Spotkaly sie z odmowa i oczywiscie sprawa sie skonczyla w sadzie i rezultem jest, ze nikt tam juz zadnych imprez nie urzadza.
If we can’t have it all, then nobody will. Nice going LGBT.
KK jest wlascicielem 600 szpitali w USA i nawet mowy nie ma zeby tam bawili sie w aborcje, in vitro, eutanazje, etc. Szpitale zatrudniaja dziesiatki tysiecy pracownikow roznych wyznan, nie-wyznan, etc., nie ma pigulek „przed”, nie ma „po”, nie ma in vitro, eutanazji, etc. Chcesz, to na wlasny rachunek. US Supreme Court rozpatrujac sprawe Little Sisters of the Poor (zakonnice) vacated the lower court ruling, tj. uniewaznil wyrok sadu nizszej instancji nakazujacy zakonnicom placenie za ubezpieczenie w ktorym sa pigulki „przed”, „po”. W Pennsylwanii w szkole katolickiej byl nauczyciel, homoseksualista o czym poinformowal szkole przed przyjeciem. Prace dostal pod warunkiem, ze swoje LGBT zachowa dla siebie i uczy przedmiotu. Po dwoch latach propagandowo sie ozenil czy wyszedl zamaz, nie znam ich lingo. Wylecial z pracy na zbity Iris pysk, jak bys sie wyrazil anumalik, i przegral sprawe w sadzie. Sprawa drukarza.

Trochę racji ma zwykle każdy. Problem, czy dotyczy to istoty sprawy. A sprawa jest poważniejsza:
Przez lata 50-te do 80-tych toczył się w Niemczech szereg procesów zbrodniarzy hitlerowskich. W prawie wszystkich adwokaci próbowali wmawiać, że oskarżeni działali pod przymusem i groźbą. Tymczasem może niewielu, ale jednak, byli w Niemczech ludzie uczciwi, którzy odmawiali brania udziału w zbrodniach. Niemieckie sądy wykazały, a adwokaci nie znaleźli ani jednego przypadku, żeby kogoś spotkała kara z tego powodu. Byli odsuwani od takiej pracy ale nawet nie wysyłani na front wschodni. Tymczasem sądy H nie miały najmniejszego problemu ze skazaniem na gilotynę za głoszenie sprzeciwu jak choćby rozrzucanie ulotek w przypadku Ruchu Białej Róży. No i od kogo się tu uczyć uczciwości?
Podobnie nie masz dużo racji pisząc o służbach zobowiązanych do działania. Choćby policja czy lekarze. W tych przypadkach zgoda jest jakby wbudowana w przyjęcie do pracy. Niektóre instytucje wymagają nawet takiej zgody pisemnie przed przyjęciem do pracy. Zgoda wbudowana jest też w przysięgę Hipokratesa dlatego uważam, że karanie lekarzy za odmowę jest uzasadnione. A czy wymagana jest zgoda by zostać drukarzem albo hydraulikiem?
Podobnie policjanci. Gdyby zgoda wymagana była przy każdym wykonywaniu polecenia, byłby chaos. Dlatego zakłada się zgodę w chwili podjęcia pracy.
Jeszcze raz: Drukarz miałby (gdyby nie prawo gorsze niż u H, sąd polski ma rację) odmówić wykonania pracy ale nie wolno mu publicznie poniżać zleceniodawcy. Jeśli zleceniodawca wyszedł i wrzeszczy to jest odpowiedzialny za wrzask.

Prosze sobie wyobrazic, ze przychodzi np. Leonid Kagan zeby mu wydrukowano zdjecia porno w tysiacach egzemplarzy. Wszystko legalne,   klimatyzacja do biura   panienki nawet dorosle. Bez wzgledu na to czy pan drukarz jest wierzacy czy nie, taka propozycja; Is bad for business!
Nikt do niego pozniej nie pojdzie po zaproszenia na slub, chrzciny, etc.
Co ja robie jak ktos odmawia mi uslugi. Olewam i ide dalej, ale nie LGBT, oni prowokuja by robic z tego raban na caly kontynent.

Podejrzewam, że w mniejszych miastach (tam gdzie są np. jedna lub dwie apteki, przychodnia) lekarze i farmaceuci niezbyt chętnie (manifestują)składają deklaracje dotyczące „sumienia”- zwyczajnie z obawy że pacjenci ominą ich gabinet lub aptekę.
Część lekarzy, którzy podpisali się pod „deklaracją wiary” wycofała się – tłumacząc, że nieporozumienie lub że to ktoś inny podpisał- po tym jak pacjenci zaczęli identyfikować lekarzy ze swoich przychodni.

przymus

Myślę, że jest raczej tak: Wykonanie usługi to praca jak każda inna i nikogo nie można zmuszać do jej wykonywania. Inaczej mamy pracę przymusową. Tyle, że jest to umowa między stronami i nic nikomu do tego. Natomiast czymś zupełnie innym jest mówienie o tym publicznie. I to niezależnie od tego, która strona. Obie strony miałyby jednakowe prawo do obrony swojego dobrego imienia i obie mogłyby żądać odszkodowania za jego naruszenie. Obowiązują przy tym wszelkie ograniczenia i regulacje. Wytykanie komuś LGBT jest stygmatyzacją jak i nazywanie kołtunem. Prywatnie może dozwolone a publicznie karalne.
Sąd to wszystko zauważył i stąd bardzo mądra uwaga o przestarzałym prawie zmuszającym do pracy przymusowej.

Też uważam, że generalnie nie można zmuszać kogoś do czegoś czego nie chce robić, również w życiu gospodarczym. Ale są różne usługi i niektóre mają charakter usług publicznych. Są to nie tylko służby typu lekarze, policja, nauczyciel ale również niby zwykłe jak taksówkarze, hydraulicy, pracownicy handlu powszechnego i wiele innych. Ludzie mają prawo i konieczność korzystania z takich usług i takich usług nie można tak sobie odmówić. Tu jest pytanie do jakiej kategorii usług należą media albo drukarze. I to jest rzecz względna. Trudno mi sobie wyobrazić, że by Gazeta Wyborcza mogła być zmuszona do drukowania nawet płatnie ogłoszeń i agitek ONR-u, a media Rydzyka miały obowiązek wykonywania usług dla Palikota. Z drukarzami jest chyba podobnie, chociaż nieco inaczej, ale trudno wymagać od drukarza drukowania materiałów zwłaszcza propagandowych jawnie sprzecznych z jego przekonaniem. Z drugiej strony nie można pozwolić, aby ktokolwiek miał zasadnicze problemy z drukowaniem swoich materiałów, bo jest to część prawa do wolności słowa. Na rynkach nasyconych nie powinno być z tym problemu (mogę iść do innego drukarza), ale już na rynkach zmonopolizowanych i ograniczonych uzasadnione byłby interwencje lub regulacje państwa umożliwiające pewnej kategorii obywateli pełne korzystanie z wolności słowa.
I jest drugi aspekt sprawy. Wolności sumienia nie można mylić z osobistymi zachciankami, czy wręcz z postawami dyskryminacyjnymi. Można powiedzieć, że na przykład czysty rasizm nigdy nie może być częścią wolności czyjegoś sumienia, bo sumienie i rasizm są ze sobą sprzeczne. Dlatego np. omówienie jakiejkolwiek usługi z uzasadnieniem „bo nie lubię i nie obsługuję pedałów i czarnuchów” powinno być bezwzględnie ścigane, lecz nie na podstawie paragrafów handlowych, ale raczej paragrafów od zniesławiania, naruszania ludzkiej godności oraz gwałcenia norm społecznych i konstytucyjnych.
Wspomniana sytuacja z drukarzem jest dla mnie, jak już wspomniałem graniczna. Takie sprawy można lepiej ocenić w rzeczywistych kontekstach sytuacyjnych a nie da się rozstrzygnąć w myśl jakieś prostej uniwersalnej formuły.
Taka jest teoria ale żądanie żeby prawo regulowało wszelkie zachowania w szczegółach to kolejna próba ucieczki od odpowiedzialności. Nie da się zbudować automatu sprawiedliwości i nie należy publicznie płakać z tego powodu. Ciągłe szukanie przykładów, że coś tam, jest w publicystyce męczące. Ktoś już pisał, że z Polakami trudno rozmawiać bo ciągle szukają wykrętów.

doświadczenie

Wolne społeczeństwa na bazie doświadczeń z przeszłości uznają pełne prawa do wolności sumienia. W razie jej konfliktów z innymi wartościami muszą poszukiwać pragmatycznych rozwiązań z poszanowaniem dla różnych wartości a nie z ich tłumieniem lub karaniem.
Problem w tym, że pojęcia sumienia i równości należą do „płynnych”, względnych, po części nawet subiektywnych wartości i oba mogą być łatwo nadinterpretowane, czy nawet nadużywane. Dlatego w sprawach najistotniejszych prawodawca (też w wymiarze międzynarodowym) próbuje określać w konwencjach i ustawach szczególnie wrażliwe obszary i opatrywać je jakimiś normami. Tak jest np. w sprawie przerywania ciąży i eutanazji, w których wolność sumienia jest wskazana i szczególnie chroniona w odpowiednich wytycznych Rady Europy.

Sprawa drukarza przypomina mi historię- znajomego(drukarza)- z pocżątków transformacji w Polsce.
Drukarnia w której pracował wykonywała zlecenie dla pewnej dużej firmy, m.in. były to kalendarze, z paniami bardzo „skromnie” ubranymi. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że była to drukarnia… diecezjalna. Jak zachował by się drukarz-bohater z Łodzi? Może odnalazłby się w kościelnej manufakturze?
Mam wrażenie że „klauzula sumienia” pełni rolę „młota na czarownice” – i ma tyle samo wspólnego z sumieniem – co tischnerowska „gówno prawda” z prawdą. Podejrzewam, że większość przypadków „poruszonych sumień” ma charakter manifestacji(bardziej ofensywny niż defensywny), nie tylko poglądów, przede wszystkim swojej wyższości (moralnej). Taka „wąska specjalizacja”(wybiórcza – dotyczy spraw obyczajowych, w zasadzie około seksualnych) sumienia wskazuje na czysto ideologiczne motywacje.
Podejrzewam, że w mniejszych miastach (tam gdzie są np. jedna lub dwie apteki, przychodnia) lekarze i farmaceuci niezbyt chętnie (manifestują)składają deklaracje dotyczące „sumienia”- zwyczajnie z obawy że pacjenci ominą ich gabinet lub aptekę.
Część lekarzy, którzy podpisali się pod „deklaracją wiary” wycofała się – tłumacząc, że nieporozumienie lub że to ktoś inny podpisał- po tym jak pacjenci zaczęli identyfikować lekarzy ze swoich przychodni.

Tak jest w przypadku prawa do odmowy służby wojskowej lub zakazu tortur, które są przedmiotem kilku konwencji międzynarodowych dotyczących praw człowieka.
Oczywiście w wielu innych obszarach te sprawy nie są precyzyjnie uregulowane i sprawy muszą się ucierać w bieżącym życiu w konkretnych kontekstach kulturowych i prawnych. Tak jak w sprawie tego drukarza, gdzie sytuacja jest naprawdę graniczna. Z jednej strony trudno zmuszać kogoś do czynienia czegoś wbrew jego przekonaniom i woli, a dotyczy Warszawa usuwanie awarii kanalizacji  to również życia gospodarczego. Z drugiej strony sąd zaznaczył, że baner nie zawierał żadnych treści cokolwiek propagujących, lecz tylko nazwę i logo legalnej przecież organizacji oraz pewnie opis planowanego wydarzenia, co trochę wyklucza możliwość kaleczenia czyjegokolwiek sumienia. Jak zwykle w takich sprawach nigdy się z mediów nie dowiemy co sąd rzeczywiście rozsądził i jakimi motywami się kierował. Natomiast sprawa stanie się sztandarem na użytek całkiem innej ideologicznej wojny, w której na pragmatyzm, wyważony osąd, respekt dla wartości i rzeczowość nie ma raczej miejsca.

obowiązujące

Do tej pory myslałem, że zakaz dyskryminacji jest powszechnie obowiązujący i drukarz mógłby odmówić druku ze względu na własną współodpowiedzialnośc za jego treść (tzn. gdyby tekst był niezgodny z prawem lub obyczajem) ale nigdy ze względu na osobę zamawiającego.
Druga sprawa to „sumienie religijne”, które dziś kładzie nacisk na niechęć do innych ludzi a nie na współczucie i chęć pomocy. Mamy dziś religię, która nacisk kładzie na piętnowanie bliźnich.
Trzecia sprawa to robienie afery z byle czego. Drukarz mógł przecież spławić niechcianych. Tymczasem wybrał przewlekły i angażujący spór sądowy. Druga strona stawiła równie zacięty opór, zamiast wydrukować sobie ulotki gdzie indziej.

I sprawa łódzkiego drukarza jest raczej z gatunku tych właśnie.
Oczywiście dużą cześć winy przypisać można samej literze prawa, mającej swoje źródło w czasach odmiennej politycznie i ekonomicznie epoki, ale na moje wyczucie problem istnieje również niezależnie od tej akurat okoliczności.
Zresztą nie tylko moje.
Redaktorka określiła je jako dylemat wierności sumieniu, czy jednak odwołaniu się do humanitarnej zasady niedyskryminacji.
Ale myślę, że wiele złego uczyniła również dosyć napięta sytuacja w narodzie.
Od jakiegoś czasu wszystko wszystkim kojarzy się z polityką. Chociaż na problem można spojrzeć szerzej i nazwać go walką kulturową, czy wręcz cywilizacyjną.
Wszystko co dzieje się w publicznej przestrzeni od razu zostaje przeniesione na polityczne barykady.
Od razu ubiera się obie strony konfliktu, czy wręcz czasami mało poważnej przepychanki w koszulki klubowe ( ten jest nasz, a tamten od tamtych) i się zaczyna.
A jeżeli pogra się ( tu już czasami nieoceniona rola niektórych mediów) na emocjach widzów to z problemu który czasami jest ewidentnym problemem dla etyków, filozofów,  klimatyzacja Wilanów   czy poważnych konstytucjonalistów wychodzi to co wychodzi.
I w tym przypadku chyba obie strony – członek Polskiego Związku Drukarzy i Zecerów i owa wolnościowa organizacja – założyły na łby żołnierskie hełmy i walczą w swoim mniemaniu o sprawy dotyczące przyszłości co najmniej Układu Słonecznego.
A minimum dobrej woli z obu stron pozwoliłoby uniknąć całego zdarzenia.

Jednak żaden przepis ustawy, ani nawet unijnej dyrektywy, nie zakazuje wprost dyskryminacji ze względu na orientację seksualną w dostępie do usług.’
Konstytucja zabrania dyskryminacji ‚z jakiejkolwiek przyczyny’, a wiec uwzglednia to rowniez orientacje seksualna.
‚gdy ich przedstawiciele przyjdą do jego firmy z zamówieniem na druk tychże, a on odmówi będąc zagorzałym przeciwnikiem wartości narodowych, faszyzmu i katolicyzmu – razem wziętych?’
Sad moze zdelegalizowac taka organizacje, poniewaz zabroniona konstytucyjnie jest dzialalnosc organizacji propagujacych faszyzm. Wolnosc stowarzyszania sie nie jest nieograniczona.
Sam pomysl klauzuli sumienia jest absurdem, a poglady religijne nie maja nic wspolnego z sumieniem.Kto idzie do pracy, przekonania religijne niech zostawia w domu.Inaczej doszloby do absurdow, w ktorym urzednik stanu cywilnego moglby odmowic udzielania slubow cywilnych, jako niezgodnych z katolicyzmem.