przymus

By | April 11, 2017

Myślę, że jest raczej tak: Wykonanie usługi to praca jak każda inna i nikogo nie można zmuszać do jej wykonywania. Inaczej mamy pracę przymusową. Tyle, że jest to umowa między stronami i nic nikomu do tego. Natomiast czymś zupełnie innym jest mówienie o tym publicznie. I to niezależnie od tego, która strona. Obie strony miałyby jednakowe prawo do obrony swojego dobrego imienia i obie mogłyby żądać odszkodowania za jego naruszenie. Obowiązują przy tym wszelkie ograniczenia i regulacje. Wytykanie komuś LGBT jest stygmatyzacją jak i nazywanie kołtunem. Prywatnie może dozwolone a publicznie karalne.
Sąd to wszystko zauważył i stąd bardzo mądra uwaga o przestarzałym prawie zmuszającym do pracy przymusowej.

Też uważam, że generalnie nie można zmuszać kogoś do czegoś czego nie chce robić, również w życiu gospodarczym. Ale są różne usługi i niektóre mają charakter usług publicznych. Są to nie tylko służby typu lekarze, policja, nauczyciel ale również niby zwykłe jak taksówkarze, hydraulicy, pracownicy handlu powszechnego i wiele innych. Ludzie mają prawo i konieczność korzystania z takich usług i takich usług nie można tak sobie odmówić. Tu jest pytanie do jakiej kategorii usług należą media albo drukarze. I to jest rzecz względna. Trudno mi sobie wyobrazić, że by Gazeta Wyborcza mogła być zmuszona do drukowania nawet płatnie ogłoszeń i agitek ONR-u, a media Rydzyka miały obowiązek wykonywania usług dla Palikota. Z drukarzami jest chyba podobnie, chociaż nieco inaczej, ale trudno wymagać od drukarza drukowania materiałów zwłaszcza propagandowych jawnie sprzecznych z jego przekonaniem. Z drugiej strony nie można pozwolić, aby ktokolwiek miał zasadnicze problemy z drukowaniem swoich materiałów, bo jest to część prawa do wolności słowa. Na rynkach nasyconych nie powinno być z tym problemu (mogę iść do innego drukarza), ale już na rynkach zmonopolizowanych i ograniczonych uzasadnione byłby interwencje lub regulacje państwa umożliwiające pewnej kategorii obywateli pełne korzystanie z wolności słowa.
I jest drugi aspekt sprawy. Wolności sumienia nie można mylić z osobistymi zachciankami, czy wręcz z postawami dyskryminacyjnymi. Można powiedzieć, że na przykład czysty rasizm nigdy nie może być częścią wolności czyjegoś sumienia, bo sumienie i rasizm są ze sobą sprzeczne. Dlatego np. omówienie jakiejkolwiek usługi z uzasadnieniem „bo nie lubię i nie obsługuję pedałów i czarnuchów” powinno być bezwzględnie ścigane, lecz nie na podstawie paragrafów handlowych, ale raczej paragrafów od zniesławiania, naruszania ludzkiej godności oraz gwałcenia norm społecznych i konstytucyjnych.
Wspomniana sytuacja z drukarzem jest dla mnie, jak już wspomniałem graniczna. Takie sprawy można lepiej ocenić w rzeczywistych kontekstach sytuacyjnych a nie da się rozstrzygnąć w myśl jakieś prostej uniwersalnej formuły.
Taka jest teoria ale żądanie żeby prawo regulowało wszelkie zachowania w szczegółach to kolejna próba ucieczki od odpowiedzialności. Nie da się zbudować automatu sprawiedliwości i nie należy publicznie płakać z tego powodu. Ciągłe szukanie przykładów, że coś tam, jest w publicystyce męczące. Ktoś już pisał, że z Polakami trudno rozmawiać bo ciągle szukają wykrętów.